Portal używa plików cookies (tzw. ciasteczek).
Korzystając z serwisu internetowego www.uniqa.pl wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

PRZECZYTAJ

Początki w Słowenii

Do Słowenii wjechaliśmy od strony włoskiego Tarvisio, do którego dotarliśmy pociągiem z austriackiego Villach. Trochę oszukaliśmy, ale dzięki temu do podjechania mieliśmy o 200 metrów w pionie mniej ;)

Kierowaliśmy się ku jednemu ze szczytów Alp julijskich: na Mangart, przez miasteczko Cave del Predil (prawie opuszczona, górnicza wioska). Ja nie zdecydowałam się wjeżdżać na tę przełęcz natomiast Mikołaj tak. Miejsce, do którego dochodzi szosa ma wysokość około 2000 m. npm. Mikołaj zdobył ją w 1,5 godziny…

W czasie, kiedy Mikołaj zdobywał Mangart ja mogłam podziwiać motocykle z całego świata, bo alpejskie trasy są bardzo popularne wśród motocyklistów i jest ich tu wielu, zarówno w Austrii jak i w Słowenii. Najciekawsze jest to, że włoscy motocykliści częściej niż inni są bardzo stylowi. Obcisłe, sprane jeansy, skórzane buty do kostek, chusta pod szyją, skórzana albo jeansowa kurtka, duże ciemne albo z kolorowymi szkłami okulary, nienaganna fryzura… przystojniaki :) ale co się dziwić, Włosi to Włosi! :)

Dolina Soczy i wodospad Kozjak

Po Magarcie przyszła pora na zjazd Doliną Soczy, która nie cała jest miejscem, gdzie człowiek tylko wzdycha z zachwytu, ale są w niej takie zakątki, że człowiek niedowierza, jak jest pięknie. Przezroczysta, turkusowa woda w strumykach, które szumiąc płyną wzdłuż drogi, kamienne mostki, wspaniałe wapienne twory skalne a do tego soczysta zieleń. Wspaniały, idylliczny krajobraz.

Jeden z naszych noclegów wypadł na słoweńskim kempingu w miejscowości Kobarid. Kilka metrów od jednej z atrakcji Doliny – wodospadu Kozjak. Drogowskazy na to miejsce nie są zbyt atrakcyjne i nie obiecują wiele, więc my nawet nie wiedzieliśmy koło jakiej perełki nocujemy. Po prostu wypadł nam tam dzień odpoczynkowy, a skoro było coś do zwiedzenia, to wybraliśmy się na spacer (tak, na nogach! Nie rowerem ;) ).
Podziwianie wodospadu jest darmowe, na szczęście. Kilka minut trzeba poświęcić na spacer leśną ścieżką, która prowadzi wprost do wąwozu o pochyłych, zielonych ścianach. Już one same robią niesamowite wrażenie, ale idziemy dalej wzdłuż stróżki wody,  która pojawia się między kamieniami. Trzeba uważać, bo jest ślisko ;)
A na końcu czeka turkusowe jezioro i 15 metrowy wodospad. Sam w sobie nie jest imponujący, ale to miejsce – krasowa jaskinia o pochyłych skałach  i niewielkich prześwitach promieni słonecznych sprawia, że widok jest niesamowity.


Wąwóz Tolmin

Na naszej trasie był jeszcze wąwóz Tolmin. Za wejście zapłaciliśmy po pięć euro, chociaż ostatecznie weszliśmy wyjściem ;) Wchodzi się za budką biletową, ścieżką w dół i przez cały wąwóz wspina się ku wyjściu a wraca już asfaltową drogą, po której czasem jeżdżą samochody do pobliskiej wioski. 
Trzeba zejść na sam dół, żeby dotrzeć do urokliwego dna wąwozu – wcześniej niestety niewiele widać z góry. Na miejscu czekają nas ścieżki wzdłuż rzeki wijącej się między kamieniami, oraz skalnymi ścianami. Są też źródła termalne – ale możliwe jest tylko obserwowanie ich z mostku, nie można się kąpać. Poza tym nie różnią się niczym od reszty rzeki, więc gdyby nie tabliczka, nikt by się nawet nie domyślił, że tam są ;) 
Tolmiński wąwóz to wycieczka na około 1,5 godziny. Można tam zajrzeć, jeśli jest po drodze, ale, chociaż to bardzo ładne miejsce, to nie jest obowiązkowe, według mnie.

Słoweńskie jedzenie 

W Słowenii nie ma potrawy, której musisz spróbować. Znajdziesz tu dania kuchni typowo bałkańskiej (jak burek czy pljeskawica) oraz potrawy włoskie (pizza, kluski gnocchi, różnego rodzaju nadziewane pierożki) czy austriackie (kiełbasy, sery). W samych sklepach niestety wybór jest dość ograniczony i ciężko znaleźć jakiś smakołyk, za czym człowiek się później rozgląda w innych krajach. 


Ceny w Słowenii

Cenowo Słowenia jest moim zdaniem zbliżona do Polski, chociaż nadal jest tam drożej. Podczas jednych zakupów wydawaliśmy między 7 a 11 euro. 
Na przykład: chleb kosztował nas około 1 euro, również za mleko czy twarożek do smarowania płaciliśmy około 1 euro.  Jedna kajzerka to wydatek 17 centów. Ajvar to około 2 euro, a 600 gramów pierożków z mięsem kosztowało około 2,50 euro.

Bezpieczeństwo

Co zaś się tyczy dróg w Słowenii, to nie można im niczego zarzucić, poza tym, że podjazdy zaczynają się łagodnie by bardzo wyostrzyć na końcu. Dobrze poprowadzone drogi mają mniej więcej takie samo nachylenie cały czas i nieznacznie stają się strome na końcu podjazdu. W Słowenii raczej tak nie było. No i niestety nie ma poboczy, dla mnie to duży stres. Boję się jeździć w dużym ruchu samochodowym, zwłaszcza jeśli mija mnie tir lub autobus. Na szczęście większość słoweńskich kierowców wymijała nas w dużej odległości lub jechała za nami powoli tak długo, aż mogli nas bezpiecznie wyprzedzić, bez trąbienia! :)

Może rzeczywiście kierowcy słoweńscy jeżdżą bardzo bezpiecznie. Słowenia w 2015 roku została uhonorowana nagrodą Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (ETSC) #PIN2015. Oznacza to, że ten kraj znalazł się wśród tych, które zredukowały w roku 2014 liczbę wypadków śmiertelnych o więcej niż 10% w porównaniu z rokiem poprzednim.1

W roku 2016 był jednak ponownie wzrost liczby śmiertelnych wypadków w porównaniu do roku poprzedniego.

Liczba ofiar śmiertelnych na drogach w przeliczeniu na milion mieszkańców

 kraj  2010 2015   2016 2015-2016 
2010-2016

 Slowenia 

 67 58 63 +8%  -6%

Źródło: http://przeglad-its.pl/2017/03/28/bezpieczenstwo-ruchu-drogowego-statystyki-2016/ 


Podsumowanie

Słowenia to mały, ale piękny kraj. Spędziliśmy w nim około tygodnia, ale mimo tych kilku dni zdążyła nas urzec pięknymi widokami alpejskich szczytów, zielonych łąk i szumiących, krystalicznie czystych rzek. Wiele kempingów, trekkingowych szlaków, asfaltowe drogi w dobrym stanie oraz ceny, które da się znieść sprawiają, że to wspaniałe miejsce na spędzenie w nim wolnego czasu. Kawałek wybrzeża, który posiada Słowenia, jest już bardzo włoski, widać to po architekturze miasteczek, większym luzie mieszkańców, ale co jest największym atutem to, to że można zajrzeć za granicę po zakupy. Zwyczajny Lidl w Trieście przywitał nas takimi smakołykami, że nie wiedzieliśmy co wrzucać do koszyka ;) No, ale włoskie specjały to opowieść na inny raz :)

1 Źródło: http://www.krbrd.gov.pl/pl/aktualnosci/slowenia-tegorocznym-zwyciezca-pin2015.html 

Natalia rowerem po Europie

Natalia Tomtała

Z wykształcenia humanistka, a mimo to przez kilka lat pracowała w branży ubezpieczeniowej. Pracę tymczasowo porzuciła, bo zamarzyły jej się wakacje bez limitu. Teraz spełnia swoje marzenia i łapie oddech w rowerowej podróży dookoła Europy.

ubezpieczenie turystyczne na ferie zimowe

Relacja z wyprawy rowerowej po Europie


<< Przewiń w dół

Przewiń w górę >>