Portal używa plików cookies (tzw. ciasteczek).
Korzystając z serwisu internetowego www.uniqa.pl wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Przeczytaj

Czechy rozpoczęliśmy od przekroczenia granicy w Międzylesiu. Górskie tereny nas nie zawiodły. Okazało się, że dookoła jest uroczo, zielono, wsie bardzo ładnie utrzymane. Przyjemnie.

Kiedy jednak wyjechaliśmy z wiejskich obszarów zrobiło się bardzo ruchliwie. Zaskakująco dużo tirów, brak pobocza, no i najważniejsze - całe Czechy to jeden wielki pagórek (dlatego wśród naszych znajomych na teren z wieloma podjazdami i zjazdami, jeden po drugim, mówi się Czechy ;) ) więc to połączenie, jeszcze dodatkowo w upalny dzień, sprawiło, że podróż po tym kraju była bardzo męcząca.

Uznaliśmy jednak, że część trasy możemy przejechać pociągiem, co okazało się świetną decyzją, bo koleje w Czechach to sama przyjemność. Maszyny są nowe, czyste, dobrze utrzymane, wygodne, pachnące ;)  oraz, co bardzo ważne dla nas, mają nisko zawieszone podłogi, więc możemy rowery wprowadzić a nie wnieść. To istotne, bo dźwiganie ich w ręku jest pewnym wyzwaniem (mój rower z bagażem to 30 kg, a Mikołaja 50…). 

Dojechaliśmy do miejscowości Blansko, skąd kilka kilometrów dalej był nasz kemping w miasteczku Sloup niedaleko Przepaści Macocha.

Bezpieczeństwo

Na szczęście, mimo nieprzyjemnej drogi, żadnemu z nas nic się nie stało. Czesi jeżdżą podobnie do Polaków, wymijają często zbyt blisko, wyprzedzają na trzeciego. A jednak to w Polsce zaszła znaczna poprawa. Między 2010 a 2015 liczba śmiertelnych wypadków spadła aż o 25%, w Czechach tylko o 8%.  

  2010   2014  2015 2010-2014   2010-2015
 Czechy  77  65  70  +7%  -8%
 Polska  102  84  77  -8%  -25%

Źródło: Bezpieczeństwo ruchu drogowego: nowe dane statystyczne przemawiają za podjęciem kolejnych działań na rzecz ratowania życia na drogach UE, Bruksela, 31 marca 2016

Mimo to, przyznam, że zastanawiałam się, co by było, gdyby któremuś z nas coś się stało… Na szczęście w Czechach z pomocą przyszedłby nam EKUZ. Refunduje właściwie każde leczenie – ambulatoryjne, stomatologiczne, czy szpitalne. Chociaż w ostatnich dwóch trzeba by zapłacić około 90 koron – ale to jakieś 15 złotych, więc żaden wydatek.1

Oczywiście transportu Polski, prywatnych wizyt czy opłat za leki EKUZ nie pokrywa, więc całe szczęście mamy też w zanadrzu polisę ubezpieczenia turystycznego.
Więcej o EKUZ i ubezpieczeniu turystycznym możecie przeczytać tutaj.

Co zwiedziliśmy?

Przede wszystkim obszar Krasu Morawskiego. Przypomina trochę polską Jurę Krakowsko – Częstochowską. Wapienne skały i skałki, czasem wysokie a czasem w postaci kamieni porozrzucanych po zielonych polanach. Naprawdę uroczo.

Propast Macocha i jaskinie

Największą atrakcją tej części Czech jest największy w kraju (i środkowej Europie) lej krasowy Propast Macocha. Ma 138 metrów głębokości i można na niego spojrzeć z góry z dwóch balkoników, oraz z kolejki linowej. Zamiast wjechać można też wejść tam, gdzie ona dojeżdża, albo można zwiedzić jaskinię na pieszo lub łodzią. Podobno widoki są niezapomniane, niestety, kiedy już przyjechaliśmy na miejsce, nie było biletów. Później doczytaliśmy, że można je rezerwować na wiele miesięcy wcześniej i że poleca się właśnie takie rozwiązanie, bo często ich brakuje. Trochę szkoda, ale zwiedzanie jaskiń wiąże się ze schodzeniem lub zjeżdżaniem rowerem w dół – a później z podjeżdżaniem lub podchodzeniem tego, więc zawsze w takich sytuacjach mamy nie lada dylematy ;) Na szczęście tu los rozwiązał za nas sprawę ;)
Poza Macochą jest kilka innych jaskiń, wszystkie wydają się interesujące, jeśli ktoś lubi jaskinie i muzea, bo są to takie miejsca łączące historyczne odkrycia z niesamowitymi tworami ziemi.
Każda jaskinia jest biletowana. Koszt wejścia to około 30 złotych za osobę. Zwiedzania jest mniej więcej na dwie godziny. My odpuściliśmy te atrakcje i wracając na kemping zajrzeliśmy do kilku darmowych jaskiń ;)

Brno

Kolejnym naszym przystankiem na trasie było Brno.  Największe miasto Moraw, które swoją historią sięga jedenastego wieku. 
Obejrzeliśmy Brno i dłuższą chwilę spędziliśmy na starym mieście, które swoim wyglądem i rodzajem zabudowań przypominało nam Pragę i Wiedeń – chociaż raczej jest to ich ubogi kuzyn, ale styl architektoniczny kamienic podobny.

Pojeździliśmy chwilę, przyjrzeliśmy się z bliska katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła – jeśli ktoś widział Notre Dame albo Katedrę Świętego Szczepana to ten kościół nie zrobi na nim takiego wrażenia. Oczywiście jest monumentalny i wspaniale zbudowany z wieloma misternymi zdobieniami, ale to jeszcze nie ta klasa.
Panorama Brna bardzo nas rozczarowała. Wszędzie dookoła dachy domów – wieżowce i dźwigi.  Chyba nie trafiliśmy w odpowiednie miejsce widokowe.
Wyjechaliśmy więc, aby dotrzeć nad jezioro Dyja, gdzie były dwa kempingi, chociaż według mapy miało być ich więcej. 

Kemping i przygody

Jednego z nich nie znaleźliśmy, za to drugi, olbrzymi, nie dał się przeoczyć. I chociaż miał potencjał – okazało się, że był źle zorganizowany, bardzo dużo lubi, hałas, zbyt małe łazienki, zbyt mało prysznicy – które okazały się dodatkowo płatne! Maszyna do wrzucania pieniążków była poza kabiną i losowała, który prysznic Ci się należy… więc biada Ci, gdy nie zdążysz się umyć (masz na to tylko 4 minuty). Bo jeśli wyleziesz pół nago i z pianą we włosach i wrzucić kolejny pieniążek, to możesz dostać inną kabinę, niż tę, z której wyszedłeś i wtedy dopiero jest zabawa ;) nieciekawie. A jakby tego było mało kamping oferował wieczorne seansy filmowe, ale na tyle głośno, że słuchał ich każdy, nawet niezainteresowany.

Rano więc szybko się zebraliśmy i ruszyliśmy do Wiednia, na szczęście droga nie była już tak ruchliwa i mogliśmy spokojnie dotrzeć do Austrii ;)


Co dobrego w Czechach?

Czy podobało nam się w Czechach? Szczerze mówiąc to nie tak bardzo. Ładnie, owszem, miasteczka w większości ładniejsze niż w Polsce, ale kraj Krecika nie ujął nas za serce. Sami Czesi zaś podobni są do Polaków, a do obcych podchodzą z dystansem. Nie powitają Cię więc z radością w sklepie, ani nie wezmą od Ciebie mleka, które Ci zostało w chwili wyjazdu i nie chcesz go wylać. 

Jednak Czechy z pewnością bronią się jedzeniem. Pyszne sery, pieczywo serowe, zupa cebulowa czy czosnkowa i napój Kofola dają im dużego plusa. No i oczywiście piwo. Ja osobiście nie jestem fanką, ale ten zimny, bursztynowy napój po upalnym dniu smakował wybornie ;) 

Teraz kilka dni w Austrii, zobaczymy, co tutaj nas czeka ;)

 
1 Źródło: https://www.ekuz.nfz.gov.pl/wypoczynek/wyjezdzam-do/czechy


Natalia rowerem po Europie

Natalia Tomtała

Z wykształcenia humanistka, a mimo to przez kilka lat pracowała w branży ubezpieczeniowej. Pracę tymczasowo porzuciła, bo zamarzyły jej się wakacje bez limitu. Teraz spełnia swoje marzenia i łapie oddech w rowerowej podróży dookoła Europy.

ubezpieczenie turystyczne

Relacja z wyprawy rowerowej po Europie


<< Przewiń w dół

Przewiń w górę >>