Portal używa plików cookies (tzw. ciasteczek).
Korzystając z serwisu internetowego www.uniqa.pl wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Przeczytaj więcej
Macedonia przywitała nas chłodną i deszczową pogodą. Z granicy Kosowskiej do Skopje było kilkadziesiąt kilometrów głównie w dół, więc musieliśmy się ubrać w kilka warstw odzieży a i tak marzliśmy. Na szczęście okazało się, że w mieszkaniu, które wynajęliśmy na kolejne dwa dni był działający kaloryfer, mogliśmy więc się ogrzać i zapomnieć o chłodzie. Na ten czas w Skopje mieliśmy zaplanowane zwiedzanie miasta oraz wizytę w pobliskim Kanionie Matka.  


Skopje

Stolica Macedonii zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Jedni mówią, że to kiczowate miasto, inni są zachwyceni. Nam się podobało. Skopje zostało prawie doszczętnie zniszczone podczas trzęsienia ziemi w 1963 roku i w kolejnych latach trwała mozolna odbudowa. Pierwszy etap zakończył się w 1980 roku a kolejny rozpoczął w 2010 roku i nazwany został projektem Skopje 2010. Przedsięwzięcie wzbudziło bardzo dużo kontrowersji wśród mieszkańców i trudno się dziwić. Plan zakładał wybudowanie wielu masywnych budynków nawiązujących do kultury antycznej i starożytnej oraz zapełnienie pustych miejsc pomnikami postaci związanych z krajem lub starożytnością. Macedończycy mają problem ze swoją historią, bo Grecy odmawiają im prawa do nazwy z powodu tego, że historycznie Macedonia była częścią właśnie Grecji i to Grecja ma prawa do tej nazwy. Tak samo jak do Aleksandra Wielkiego, który z Macedonii pochodził, a który w tym państwie pojawia się na pomnikach, chociaż niepodpisany, żeby nie drażnić sąsiadów. W związku z tym oficjalnie jest to FYROM, czyli Była Jugosłowiańska Republika Macedonii, a nieoficjalnie właśnie Macedonia. 

W każdym razie budynki w Skopje robią wrażenie. Olbrzymie, nowe – stare budowle sąsiadują z socrealistycznymi bryłami bloków i pawilonów. Za to dalsza część miasta przypominała nam naszą Łódź, tylko te góry na horyzoncie się nie zgadzały ;) Ale była to Łódź sprzed ładnych kilku lat – i tutaj doskonale można zrozumieć protestujące społeczeństwo, które było przeciwko wielomilionowym inwestycjom zamiast zainwestowaniu pieniędzy w miasto, oraz przeciwko skorumpowanym władzom. Dali upust swoim emocjom podczas kolorowej rewolucji – obrzucili farbami urzędowe budynki. Do teraz niewiele kolorowych pamiątek pozostało po tamtych protestach, ale gdzieniegdzie można wypatrzeć upstrzone fasady majestatycznych budynków. 

Skopje ma jeszcze jedną twarz, ukrytą po drugiej stronie mostu na rzece Wardar. To tak zwany Mały Istambuł. Drugie tego typu muzułmańskie miasteczko w Europie  - pierwsze jest w Sarajewie. Niektórzy mówią, że bardziej autentyczne. Być może. Widać, że jest starsze. Domy w gorszym stanie, chodnik mocno wydeptany, ale knajpki, kawiarnie i sprzedawcy pamiątek wszędzie tacy sami. Stolicę Macedonii nazywa się też Małym Las Vegas ze względu na oświetlenie w nocy. Rzeczywiście, po zmroku iluminacje oświetlają budynki w różnych kolorach, dając mu bardzo dużo uroku. 


Kanion Matka

Po zwiedzaniu miasta przyszła pora, aby zobaczyć jedną z macedońskich atrakcji – Kanion Matka. Wejście do niego jest darmowe, idzie się wzdłuż góry podziwiając olbrzymie skały schodzące do wody. Niestety wszędzie dookoła leży pełno śmieci. Nie potrafią na Bałkanach dbać o swoje piękne kraje, w żadnym państwie (może poza Chorwacją). Ścieżek w Kanionie jest kilka, a po skończonym trekkingu można wrócić łódką. Nas Kanion niestety nieszczególnie zachwycił, widzieliśmy już wiele takich miejsc, czasem o wiele piękniejszych i ciekawszych. 


Macedońskie pociągi

Po pobycie w Skopje przyszła pora na to, aby ruszyć dalej. Część drogi chcieliśmy przejechać pociągiem. Pierwsze zderzenie z kulturą przyszło na dworcu. Wielki, pusty i olbrzymi gmach. Szarobury i brudny. W środku ani żywej duszy. Jest jakieś okienko z informacją, ale nikt tam nie mówi po angielsku, znacznie lepiej można się dogadać z taksówkarzami, którzy mówią po angielsku i niemiecku i wiedzą więcej niż osoby w tej niby informacji. Znajduje tam się też rząd okienek z kasą, ale w środku tylko jedna pani. Na rozkładzie wyświetlają się pociągi odjeżdżające o godzinie 16, to nic, że nie ma jeszcze 9 rano… pani w kasie nie chce nam sprzedać biletu, bo pociągi nie przewożą rowerów. Udaje nam się ją jednak namówić i targamy ciężkie rowery na peron, który jest wysoko nad budynkiem dworca. Nawet są windy, ale na perony od 3 do 6. Na dwa pierwsze, te główne, windy ani kładek nie ma. 

Kiedy pociąg nadjechał, w takim stanie, że trochę strach było koło niego stać, a co dopiero wsiadać, wsiedliśmy z rowerami, tuż przy lokomotywie, gdzie były najszersze drzwi. Nikomu to nie przeszkadzało, nikt też nie zwrócił uwagi, że drzwi się nie zamykają, a te po przeciwnej stronie się nie otwierają… Naszym celem było miasteczko Wełes i kiedy do niego dojechaliśmy okazało się oczywiście, że peron jest po drugiej stronie niż otwierające się drzwi, a my musimy wyskakiwać z pociągu na tory… szczęśliwie pociąg kończył bieg, więc mieliśmy czas, żeby po kolei wynosić z niego nasze sakwy i rowery. 

Dalsza część dnia to było mozolne wspinanie się po pagórkach aż nadszedł szutrowy podjazd, którym trzeba było podjechać dobre kilkaset metrów. Zajęło nam to dużo czasu i cieszyliśmy się, że przed nami miasto Prilep, w którym wsiądziemy znowu w pociąg i dotrzemy do miejsca, w którym planowaliśmy spać.

W Prilepie znowu mieliśmy problem z kupnem biletu, ale sądziliśmy, że to tylko nadgorliwość kasjerów. Niestety, okazało się, że gdy tylko pociąg nadjechał (nowy, pusty z dużą ilością miejsc), to wyskoczył z niego jakiś człowiek krzycząc na nas, że z tymi rowerami to możemy zapomnieć. Nie i nie. A na pytanie dlaczego nie, odpowiadał „bo nie”. No i dyskutuj z takim. Musieliśmy więc zwrócić bilety i jechać na rowerach. Dystansu zostało tylko 40 kilometrów, ale było już po południu a my byliśmy zmęczeni. Dotarliśmy jednak, chociaż po ciemku, ale na szczęście kwatera (hotelik) okazała się bez zastrzeżeń a tuż obok był bar szybkiej obsługi z pysznym i bardzo tanim jedzeniem :) a kolejnego dnia ruszyliśmy już do Albanii :)


Bezpieczeństwo

Macedonia jest coraz częstszym kierunkiem urlopów. Kraj ma bardzo wiele do zaoferowania (np. przepiękny Ohryd i Jezioro Ohrydzkie), jest niedrogo a latem próżno szukać chmur na niebie. Podróżując zarówno teraz jak i w 2012 roku nie doświadczyliśmy żadnych przykrych zdarzeń. Jeśli chodzi o zdrowie na obszarze Macedonii, to poza koniecznością wizyty u lekarza w wyniku nieszczęśliwego wypadku, można z niej korzystać za opłatą. Zgodnie z informacją, jaka zamieszczona jest na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych koszt wizyty lekarskiej to minimum 10 Euro. W szpitalach dostępne są tylko podstawowe usługi medyczne, a ich wyposażenie odbiega od standardów europejskich. Dostęp do leczenia specjalistycznego może być utrudniony poza stolicą kraju.  

Na stronie MSZ znajduje się również informacja o tym, że Macedonia jest jednym z krajów o najwyższej liczbie ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych. Wiele samochodów jest w złym stanie technicznym, często brak im tylnych lub przednich świateł, lusterek wstecznych. Bez świateł i często pod prąd jeżdżą rowerzyści i motocykliści na skuterach. I rzeczywiście tak jest. Ale nie tylko jednoślady jeżdżą pod prąd, również samochody. Wymijają na trzeciego, prosto na jadący z naprzeciwka pojazd. Czy to inne auto, czy rowerzysta, czy  motor. Trzeba bardzo uważać i ostrożnie się poruszać w ruchu drogowym. Na szczęście udało nam się bez szwanku przekroczyć granicę i dotrzeć do Albanii, ostatni kraj spoza Unii Europejskiej, zobaczymy jakie tu standardy obowiązują ;)


Natalia rowerem po Europie

Natalia Tomtała

Z wykształcenia humanistka, a mimo to przez kilka lat pracowała w branży ubezpieczeniowej. Pracę tymczasowo porzuciła, bo zamarzyły jej się wakacje bez limitu. Teraz spełnia swoje marzenia i łapie oddech w rowerowej podróży dookoła Europy.

ubezpieczenie turystyczne na ferie zimowe

Relacja z wyprawy rowerowej po Europie


Rekomendowane ubezpieczenia

Rekomendowane produkty

Poznaj ubezpieczenia UNIQA proponowane specjalnie dla Ciebie:

Para leżąca na ziemi i obserwująca niebo

Radość Odkrywania

  • Ubezpieczenie turystyczne
  • NNW, ubezpieczenie bagażu i sprzętu podróżnego
Dowiedz się więcej
Ojciec z synem na deskorolce

Aktywne Życie

  • Ubezpieczenie na życie dla osób aktywnych
  • Świadczenia w wyniku nieszczęśliwego wypadku
Dowiedz się więcej

Masz pytania?

Zadzwoń lub napisz.

tel: 801 597 597
tel: 42 66 66 500

Koszt połączenia: wg taryfy operatora.

centrala@uniqa.pl Znajdż placówkę

<< Przewiń w dół

Przewiń w górę >>