Portal używa plików cookies (tzw. ciasteczek).
Korzystając z serwisu internetowego www.uniqa.pl wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

PRZECZYTAJ

Rowerowy Wiedeń

Kolejny tydzień naszej podróży spędziliśmy w Austrii. Rozpoczęliśmy wizytą w Wiedniu, w którym spędziliśmy cztery dni, zatrzymując się w mieszkaniu kolegi.
Pierwszy dzień poświęciliśmy na towarzyskie spotkania ze znajomymi z pracy, oraz na ogólne rozejrzenie się po Starym Mieście.

Drugiego i trzeciego dnia zwiedzaliśmy miasto i jego zakamarki, a czwarty spędziliśmy w Muzeum Techniki (które jest olbrzymim miejscem poświeconym właśnie technice, ale nie sprawiło, że nasze serca zabiły szybciej).

Oprócz tego, że Wiedeń po prostu budzi zachwyt swoją architekturą a jednocześnie nie jest taki przytłaczający, to jest po prostu stworzony dla rowerów. Nie wyobrażam sobie zwiedzać go autem, czy autobusem. Sieć ścieżek rowerowych jest tak pomyślana, że dojedzie się nimi w każde miejsce. Kierowcy jeżdżą bardzo ostrożnie, wymijają rower z dużą odległością (lub wcale), nie wymuszają pierwszeństwa (oczywiście, zawsze może zdarzyć się wyjątek, więc trzeba jeździć rozsądnie).

Co mnie zaskoczyło to to, że wśród miejsc postojowych na parkingu dla aut przynajmniej jedno z nich jest oddane do użytku dla rowerów i mieści się tam ich kilka, zamiast jednego samochodu. 

Rowerem przez Austrię

Po Wiedniu przyszedł czas na ruszenie dalej w trasę, przez Alpy – na szczęście przez te najniższe przełęcze. Wysokie alpejskie góry omijaliśmy, ale nie ma możliwości, aby w takim kraju było płasko. Na górskich szosach niestety nie było tak dobrze, jak w Wiedniu. Zdarzało się, że nasza trasa wiodła główniejszą drogą, co oznaczało duży ruch samochodowy i kierowcy, mimo, że nas dość bezpiecznie wymijali, to jechali z dużą prędkością, co sprawiało, że nie czuliśmy się zbyt komfortowo. Zdarzały się również tiry, co powodowało, że taka jazda była dodatkowo nieprzyjemna.

Ale mimo pewnych utrudnień widoki, jakie nas otaczały zapierały dech w piersiach. Rzadko zdarza się, że jest tak pięknie, że człowiek nie wie, na co patrzeć przez cały dzień, a tu był taki każdy z nich. Olbrzymie góry dookoła, zielone doliny, śliczne, zadbane miasteczka pełne białych domków o drewnianych dachach, ozdobione kolorowymi kwiatami, równo przystrzyżona trawa, szemrzące potoki, mostki, czasami gdzieś pasą się brązowe krówki. Sielankowe obrazki, naprawdę, aż trudno się napatrzeć. No i to jest niewątpliwy plus wyjazdów rowerowych – motorem albo z samochodu pewnych rzeczy się nie dostrzega.

Inna rzecz, która jest dla mnie wielkim atutem Austrii, to to, że nie ma tutaj psów biegających bez opieki.  Nie ma więc obaw, że zza rogu wyskoczy jakieś zwierzę, zacznie wściekle ujadać i gonić rower. Nawet we wsiach nie mają miejsca takie zdarzenia. Boję się takich sytuacji, zatem jest to dla mnie dodatkowa zaleta.

Na kraj składa się również to, jacy są jego mieszkańcy. A ludzie tutaj są bardzo sympatyczni, mili, pomocni ale nie narzucają się. Jeśli potrzebujesz ich pomocy spróbują zrobić co tylko będą w stanie, żeby rozwiązać Twój problem, ale jeśli nie chcesz od nich niczego, to oni również nie będą z Tobą nawiązywać kontaktu.
Chociaż ludzie czasami robili od tej reguły wyjątki, bo stanowimy pewnego rodzaju atrakcję i niektórzy nie są w stanie powstrzymać swojej ciekawości podchodząc pytają skąd jesteśmy i dokąd jedziemy. Ale nie wdają się w dłuższe rozmowy.

Ceny w Austrii

Niestety Austria to drogi kraj. Widać też, że ludziom tu mieszkającym dobrze się wiedzie. Świadczy o tym poziom zadbania domów, miasteczek i wsi, kwiaty, również przy drogach, standard kempingów czy przydrożnych miejsc postojowych.

Ale wchodząc do sklepu nie można przeliczać euro na polskie złotówki, bo można dostać zawrotu głowy. W zasadzie nasze jednorazowe, niewielkie zakupy kosztowały nas za każdym razem około 40 euro. Co się mieściło w takim koszyku? Zależnie od pory dnia, było to pieczywo, ser, wędlina, warzywa, banany, picie albo mleko (na rano do kawy), obiad (mrożonka lub mięso i warzywa). Czasem coś słodkiego. 

Bardzo drogie są również noclegi. Właściwie kwatera za 50 euro za dwie osoby za noc to wyjątkowo atrakcyjna cena. Średnio cena takiego pobytu to 80 euro. Dlatego w Austrii staraliśmy się spać głównie na kempingach – naście euro za dwie osoby za noc. A kempingi na naszej trasie były bardzo komfortowe. Czyste łazienki i kuchnie z pełnym wyposażeniem, dużo miejsca do rozbicia się namiotem.

Bezpieczeństwo w Austrii

W razie nieszczęśliwego wypadku, czy to na drodze czy podczas pieszych wędrówek po górach mamy kartę EKUZ, dzięki której zostaną pokryte koszty związane z pomocą lekarską – ale tylko w przypadku niezbędnej z medycznego punktu widzenia pomocy, przeważnie takiej, która pozwoli uniknąć konieczności powrotu do kraju w celu dalszego niezbędnego leczenia. Oczywiście to lekarz orzeka, jaka pomoc jest potrzebna poszkodowanemu. 

Ponadto w Austrii należy liczyć się z tym, że będziemy zmuszeni zapłacić dodatkowo gotówką za każdy dzień pobytu w szpitalu (12 -20 EUR).
Jednak w wielu miasteczkach, przez które jechaliśmy, nie było publicznych placówek medycznych a jedynie prywatne gabinety lekarskie. Gdybyśmy byli zmuszeni odwiedzić jeden z nich, to koszt takiej wizyty wyniósłby nas około 40 – 90 euro, a jedna doba za pobyt w szpitalu (bez kosztów badań, zabiegów i operacji) to wydatek rzędu 500 euro a nawet i więcej. 

W przypadku konieczności zakupu leków lub opłacenia innych świadczeń nie objętych refundacją EKUZ również nie pokryje. 
We wszystkich takich przypadkach, kiedy  musimy szukać pomocy lekarskiej i zapłacić za nią z własnych pieniędzy, komfort zapewni nam tylko ubezpieczenie turystyczne. Nawet jeśli nie będzie możliwości rozliczenia bezgotówkowego, to ubezpieczyciel odda nam poniesione koszty na podstawie przedstawionych mu faktur i dokumentacji medycznej. 

Kolejnym krajem, do którego zmierzamy, jest Słowenia. Miejmy nadzieję, że jest tam równie pięknie, ale bardziej płasko a drogi z większymi poboczami ;)

Źródło: http://www.wieden.msz.gov.pl/resource/51f8268e-37a9-4758-919d-39ef8ed5f13d:JCR

Natalia rowerem po Europie

Natalia Tomtała

Z wykształcenia humanistka, a mimo to przez kilka lat pracowała w branży ubezpieczeniowej. Pracę tymczasowo porzuciła, bo zamarzyły jej się wakacje bez limitu. Teraz spełnia swoje marzenia i łapie oddech w rowerowej podróży dookoła Europy.

Relacja z wyprawy rowerowej po Europie


<< Przewiń w dół

Przewiń w górę >>